Spis treści
Brandenburgia żąda planu działania
Lokalne media za naszą zachodnią granicą donoszą o gęstniejącej atmosferze w Brandenburgii. Powodem jest decyzja władz federalnych o utrzymaniu restrykcji granicznych aż do września 2026 roku. Jak informuje „Märkische Allgemeine Zeitung” (MAZ), tamtejsze władze mają już dość obecnej sytuacji i żądają jasnych deklaracji. Minister spraw wewnętrznych landu René Wilke uważa, że rząd federalny nie może dłużej zwlekać z opracowaniem strategii powrotu do normalności.
- Przygotowania do wyjścia muszą zostać rozpoczęte już teraz – powiedział Wilke w rozmowie z MAZ.
Szef brandenburskiego resortu spraw wewnętrznych wskazuje na wdrażanie europejskiego systemu azylowego GEAS. Jego zdaniem przeniesienie ciężaru ochrony na zewnętrzne granice Unii Europejskiej powinno być sygnałem do zniesienia barier wewnątrz strefy Schengen.
Biznes liczy straty
Głosy niezadowolenia płyną również ze strony środowisk biznesowych. Izby przemysłowo-handlowe w Brandenburgii ostrzegają przed negatywnymi skutkami gospodarczymi decyzji Berlina. Dyrektor IHK Cottbus André Fritsche w relacji „Märkische Allgemeine Zeitung” podkreślił, że brak perspektyw na zniesienie barier budzi uzasadniony niepokój wśród firm.
- Dotąd nie ma żadnego scenariusza wyjścia z kontroli. To wysyła fatalny sygnał dla współpracy gospodarczej z Polską - mówił André Fritsch.
Statystyki są nieubłagane. Każdego roku przez brandenburskie przejścia przejeżdża ponad 5 milionów samochodów ciężarowych, a codziennie do pracy w Niemczech dociera ponad 14 tysięcy Polaków. Każda minuta postoju generuje realne koszty.
Paraliż na przejściach granicznych
Obostrzenia, które wprowadzono jesienią 2023 roku jako odpowiedź na kryzys migracyjny, z rozwiązania tymczasowego stały się uciążliwą codziennością. Media regionalne punktują, że obecny stan rzeczy paraliżuje nie tylko transport, ale i lokalną turystykę, utrudniając życie mieszkańcom pogranicza.
Wśród głównych problemów wymienia się:
- regularne zatory, szczególnie dokuczliwe na autostradzie A12 oraz w rejonie Frankfurtu nad Odrą,
- wydłużenie czasu podróży, zmuszające kierowców do wliczania w trasę dodatkowych 20–40 minut na oczekiwanie,
- nastroje społeczne, które mieszkańcy określają mianem powrotu do epoki sprzed strefy Schengen.
Reakcja Warszawy i chaos informacyjny
Warto odnotować, że utrudnienia nie są jednostronne. W lipcu 2025 roku Polska również zdecydowała się na wprowadzenie kontroli na granicy z Niemcami. Krok ten, będący reakcją na politykę Berlina, także miał mieć charakter doraźny, jednak jest systematycznie przedłużany. Niemiecka prasa zauważa, że doprowadziło to do chaosu informacyjnego, uderzając w pracowników transgranicznych i podróżnych.
Polityczny spór o sensowność blokad
Krytyka płynie także ze strony polityków landowych, którzy otwarcie podważają skuteczność obecnych środków. Clemens Rostock z partii Zielonych ocenił, że działania te są „politycznie motywowane i nie stanowią skutecznego narzędzia migracyjnego”. Dodał również stanowczo, że Brandenburgia „nie może być dłużej sceną symbolicznej polityki Berlina”.
Patowa sytuacja trwa
Rząd centralny argumentuje swoje decyzje kwestiami bezpieczeństwa, ale opór w regionach narasta. Nadzieje wiązane są z nowym systemem azylowym GEAS oraz modernizacją infrastruktury, w tym przebudową autostrady A12. Na ten moment jednak obie strony granicy trwają przy polityce przedłużania restrykcji, a mieszkańcy pogranicza zmuszeni są uzbroić się w cierpliwość.
