Spis treści
Szczegóły eksplozji w domu Urszuli w Siecieborzycach
Do koszmarnego zdarzenia doszło 19 grudnia przed godziną 7:00 rano na terenie posesji jednorodzinnej w Siecieborzycach. Eksplodowała tam przesyłka o nieustalonym wówczas pochodzeniu, raniąc kobietę oraz jej dzieci w wieku 3 i 7 lat. Wszyscy poszkodowani natychmiast trafili pod opiekę lekarzy w szpitalu w Zielonej Górze. Urszula natknęła się na śmiertelny pakunek w momencie wyjścia do pracy.
- Wyszła rozgrzać samochód i wróciła z paczką. To był kwadratowy pojemniczek, jakieś 20 na 20 centymetrów. Przeczytała, że zaadresowane jest to na nią – mówiła jej matka w programie „Uwaga!”.
Kobieta użyła nożyka, aby dostać się do zawartości pudełka. W tym momencie doszło do potężnej detonacji.
Matka ofiary o dramatycznych chwilach po wybuchu
Siła rażenia ładunku była niewyobrażalna. Policyjne relacje wskazują, że eksplozja wyrwała drzwi wraz z futryną oraz wybiła szyby. W chwili tragedii w budynku przebywali również rodzice 31-latki.
- Gdy zobaczyłam córkę, krzyczała tylko: "Mamo, dobij mnie” - relacjonowała matka Urszuli.
Obrażenia kobiety były drastyczne i obejmowały liczne rany twarzy oraz konieczność amputacji dłoni. Lekarze musieli usunąć wiele odłamków z jej oczu, a pacjentka przeszła łącznie trzy operacje. Poważnie ucierpiały także dzieci. Siedmiolatka doznała otwartego złamania ręki, a z pleców chłopca chirurdzy wyjmowali fragmenty materiału wybuchowego.
Błażej K. od początku był podejrzewany przez śledczych
Funkcjonariusze od pierwszych dni typowali Błażeja K., byłego partnera Urszuli i ojca Bartusia, jako głównego sprawcę zamachu. Mężczyźnie postawiono zarzut usiłowania zabójstwa pięciu osób przy wykorzystaniu materiałów wybuchowych, a śledztwo wykazało, że wcześniej znęcał się on nad kobietą fizycznie i psychicznie.
„Poniżał ją, wyzywał, ograniczał kontakty z rodziną i znajomymi, uzależnił finansowo”
Takie ustalenia poczyniła prokuratura. Jeszcze przed zatrzymaniem 34-latek rozmawiał z „Super Expressem”, zapewniając dziennikarzy o swoim braku winy.
- To absurd! Nie mam nic wspólnego z tym, co się stało. Bardzo kocham synka - mówił.
Zaledwie dwa dni przed aresztowaniem zamieścił w mediach społecznościowych nagranie z synem, które podpisał „widzenie lato 2022”.
Biegli nie mają wątpliwości co do intencji zamachowca
Specjalista z zakresu materiałów wybuchowych, wypowiadający się dla programu „Uwaga!”, ocenił sprawę jednoznacznie.
- Ładunek był bombą rurową wypełnioną trotylem i elementami metalowymi. Sprawca kierował się tym, aby zabić konkretne osoby - mówił.
Skandaliczne zachowanie Błażeja K. na ogłoszeniu wyroku
Dnia 4 marca 2026 roku w Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze zapadł wyrok, jednak posiedzenie zakończyło się wielką awanturą. Błażej K. wpadł w szał w momencie, gdy sędzia odczytała wymiar kary 25 lat więzienia. Dziennikarze obecni na miejscu relacjonowali, że mężczyzna zaczął wyzywać skład orzekający, krzycząc, że są „gorsi niż Gestapo”. Agresywne zachowanie i brak reakcji na upomnienia doprowadziły do przerwania rozprawy, a skazany został siłą wyprowadzony przez ochronę.
Sąd wymierzył karę 25 lat pozbawienia wolności, zastrzegając możliwość ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po upływie 20 lat. Błażej K. otrzymał całkowity zakaz kontaktowania się z ofiarami oraz 15-letni zakaz zbliżania się do nich na odległość mniejszą niż 200 metrów. Dodatkowo zasądzono ponad 15 tys. zł odszkodowania i 500 tys. zł zadośćuczynienia, co zabezpieczono na hipotece nieruchomości należącej do skazanego.
W uzasadnieniu wskazano, że sprawca działał z pełną premedytacją, samodzielnie konstruując bombę w celu zabicia byłej partnerki, jej dzieci oraz rodziców. Oskarżyciel domagał się dla Błażeja K. kary dożywotniego pozbawienia wolności. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.